Cytat dnia:  
Ludzie mają niezwykłą potrzebę szukania diabła w innych, żeby nie musieć dostrzegać go w sobie samych.
   Javier Cercas

Nabożeństwa bizantyjskie
21 lutego (wtorek) - parafia pw. bł. Mikołaja Czarneckiego, ul. Domaniewska 20, Warszawa  - kościół dolny.
19.00 - Liturgia św. Jana Chryzostoma dla wspólnoty młodzieży greckokatolickiej "Dom".

22 lutego (środa) - Liturgii nie będzie.

23 lutego (czwartek) - godz. 19.00 - Liturgia św. Jana Chryzostoma - kaplica domowa Kolegium OO.Jezuitów, ul. Rakowiecka 61, Warszawa. Wejście od ul. św. Andrzeja Boboli.

24 lutego (piątek) - godz. 19.00 - Liturgia św. Jana Chryzostoma - kaplica domowa Kolegium OO.Jezuitów, ul. Rakowiecka 61, Warszawa. Wejście od ul. św. Andrzeja Boboli.

25 lutego (sobota) - godz. 19.00 - Liturgia św. Jana Chryzostoma - kaplica domowa OO.Jezuitów, ul. Rakowiecka 61, Warszawa. Wejście od ul. św. Andrzeja Boboli.

26 lutego (niedziela) - IV Niedziela Przedpościa - Niedziela Seropustna - parafia pw. bł. Mikołaja Czarneckiego, ul. Domaniewska 20,  Warszawa - kościół dolny.
8.00 - Liturgia św. Jan Chryzostoma (okazja do spowiedzi) i obrzęd wybaczenia win;
10.00 - Liturgia św. Jana Chryzostoma (okazja do spowiedzi) i obrzęd wybaczenia win.
Po Liturgii (ok. godz. 11.45) będzie katecheza z o. Markiem Blazą SJ na temat: "Po co chrześcijaninowi rozum, skoro ma wiarę?".


Materiały do wykładów
Sakramentologia w Collegium Bobolanum Teologia ekumeniczna w Collegium Bobolanum Wykłady na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie Wykłady w Kolegium Filozoficzno-Teologicznym Polskiej Prowincji Dominikanów Wykłady w Wyższym Seminarium Duchownym Towarzystwa Chrystusowego dla Polonii Zagranicznej

Preferencje

 Number of members 133 members


Użytkownicy online

( nikt )

Licznik

   odwiedzin

   odwiedzających online


O Bogu i łasce - Przemilczane i niemodne tematy w nauczaniu oraz praktyce Kościoła katolickiego

Poniższy artykuł ukazał się w: „Przegląd Powszechny” 11/1083:2011, s.25-37.

 

Marek Blaza SJ

 

Przemilczane oraz niemodne tematy

w nauczaniu oraz praktyce Kościoła katolickiego

W dobie współczesnej, zwłaszcza po Soborze Watykańskim II, niektóre tematy w nauczaniu i praktyce Kościoła katolickiego stały się niemodne, a wręcz nawet wstydliwe. W konsekwencji stały się niejako tematami tabu. Powody tego są różne. Albo dana kwestia w przeszłości została w pewnej mierze sprowadzona do groteski (chodzi tu zwłaszcza o niebo, czyściec czy piekło), albo dane zagadnienie jest spychane na margines życia, gdyż nie pozwala się nim w pełni cieszyć (np. śmierć), albo wreszcie dany temat przeczy promowanej wizji Boga miłującgo i miłosiernego (np. Jego gniew).

W naszej refleksji ograniczymy się jedynie do kilku takich „niewygodnych” tematów, a mianowicie gniewu Boga, śmierci oraz czyśćca i piekła. Przy ich omawianiu będziemy starali się wskazać nie tylko na przyczyny ich „niemodności”, ale także szukać odpowiedzi na to, jak współczesnemu człowiekowi o tych niewygodnych tematach mówić.

 

Gniew Boga

 

W odniesieniu do tego tematu należy najpierw podkreślić, iż stanowił on problem również we wcześniejszych epokach. Niektórzy teologowie wręcz na tym atrybucie budowali całą wizję Boga. Typowym przykładem może być tutaj teologia Marcina Lutra, który wręcz uważał, że dzieje świata aż do zmartwychwstania Jezusa były poddane gniewowi Bożemu. Dopiero Chrystus uwalnia świat od tegoż gniewu i usprawiedliwia grzesznika[1].

W podobny sposób rysowali obraz Boga niektórzy przynajmniej teologowie katoliccy. I tak, w XIX wieku, Jean Corne OMI, wykładowca teologii dogmatycznej w jednym z francuskich seminariów duchownych w takich słowach opisywał ukrzyżowanie Jezusa: Jezus jawi się w oczach swego Ojca jako powszechny grzesznik, jako żywy grzech, jako byt przeklęty. (...) Bóg już nie widzi w Nim swego ukochanego Syna, ale ofiarę za grzech, grzesznika wszystkich czasów i wszystkich miejsc, na którym zaciążyła cała surowość Bożej sprawiedliwości. (...) Było to uderzenie ostateczne. Bóg wyładowując swój gniew i swoją sprawiedliwość, jest całkowicie usatysfakcjonowany. Jezus może umrzeć[2].

Z pewnością powyższy opis gniewu Boga u współczesnego czytelnika może wywołać szok, a nawet zgorszenie czy odrazę. Jak bowiem powyższa myśl ma się do tego, że Bóg jest miłością? Już w powyższym opisie pojawia się przynajmniej po części odpowiedź na pytanie, dlaczego wizja rozgniewanego Boga i to w dodatku na własnego Syna, zdaje się być nie do pogodzenia z nauką o tym, że Bóg jest miłością. Z drugiej strony należy jednak zaznaczyć, iż również współcześni teologowie nie stronią od podejmowania tego tematu.

Jednym z nich w polskim środowisku teologicznym jest Wacław Hryniewicz OMI, głosiciel nadziei na powszechne zbawienie wszystkich. Mimo tej nadziei stawia jednak czoła problematycznej wizji gniewu Bożego. W swej refleksji zaznacza on najpierw, iż we wspomnieniach z dzieciństwa i lat szkolnych wielu z nas pojawia się motyw lęku przed Bogiem. Jego źródłem były często opowieści biblijne przedstawiane na lekcjach religii. Jedną z nich jest niezrozumiały incydent z człowiekiem imieniem Uzza. Wydarzył się on wówczas, gdy król Dawid i jego świta udali się do judzkiej Baali, aby sprowadzić Arkę Przymierza do Jerozolimy[3]. Dalej lubelski teolog cytuje odpowiedni fragment z 2. Księgi Samuela, gdzie opisany jest gniew Boga skierowany wobec Uzzy: Gdy przybyli na klepisko Nakona, Uzza wyciągnął rękę w stronę Arki Bożej i podtrzymał ją, gdyż woły szarpnęły. I zapłonął gniew Pana przeciwko Uzzie i poraził go tam Bóg za postępek, tak że umarł przy Arce Bożej (2 Sm 6,6-7).

Analizując to wydarzenie biblijne, Hryniewicz zaznacza, iż skoro Uzza poniósł taką karę, trudno czuć się bezpiecznym. Jak po ludzku pojąć sens gniewu Boga i natychmiastowej kary wymierzonej niewinnemu człowiekowi, działającemu w najlepszej intencji?[4] W poszukiwaniu odpwiedzi na to pytanie Hryniewicz odwołuje się do badań niemieckiego biblisty, Ralfa Miggelbrinka, który w swojej pracy badawczej wprost zajmował się tematyką gniewu Boga. W swoich wnioskach napisał on między innymi, że chrześcijańskie przepowiadanie również w kontekście dyskusji o rozgniewanym Bogu nie może przerodzić się w złowieszcze przesłanie. Ono pozostaje przesłaniem obietnicy i zbawienia[5].

Z kolei komentując gniew Boży w księgach mądrościowych Miggelbrink wskazuje, iż kara Boża nie jest efektem jakiejś irracjonalnej wściekłości, lecz wypływającym z określonego aksjomatu, pedagogicznie umotywowanym i właściwie dozowanym postępowaniem. (...) Podstawą teologii Bożego karania w Księdze Mądrości jest aksjomat: „Przez co kto grzeszy, przez to ponosi karę” (Mdr 11,16). Ta zasada przywołuje pedagogiczną funkcję kary[6].

Temat pedagogiczngo wymiaru gniewu Bożego podejmuje Hryniewicz: współczesna teologia szuka nowych kategorii myślenia pozwalających głębiej rozumieć biblijny motyw gniewu Boga. Tłem tych rozważań jest fakt istnienia przemocy w relacjach między ludźmi. Przemoc wciąż wyciska swoje znamię na ludzkich zachowaniach. (...) Na tym tle pojawia się szczególne zadanie religii. Ma ona wychowywać ludzi do godnego, wolnego od przemocy, współistnienia. Jak to osiągnąć? Jedną z form przezwyciężania przemocy były w dziejach ludzkości religijne obrzędy celebrowania śmierci w skaładaniu ofiar ze zwierząt. Celebracje te uspokajały agresywne impulsy i pozwalały przeżywać oczyszczenie. Ofiary uśmierzają gniew. Wierzono, że dotyczy to także samego Boga[7].

Z drugiej strony sam Jezus, Bóg Wcielony, choć głosi miłość i miłosierdzie i jawi się jako pryzyjaciel celników i grzeszników, to Ewangelia ukazuje Go również rozgniewanego, gdy wyrzuca przekupniów ze świątyni (por. Mk 11,15-17). Ów gniew zdaje się mieć przede wszystkim charakter wyzwalający i prowadzący do otwartego konfliktu z oficjalnymi przedstawicielami kultu świątyni jerozolimskiej. U tych ostatnich rodzi on agresję, przez co sam Jezus stał się ofiarą przemocy. Jednak ukrzyżowany Jezus nie nawołuje do zemsty ani do odpłaty ze strony Boga, przez co Zbawiciel ukrócił wzmażanie się gniewu, przemocy i rewanżu. Co więcej, Jezus na krzyżu przebacza tym, którzy nie wiedzą, co czynią (por. Łk 23,34). Również po swoim zmartwychwstaniu nie przychodzi ze słowem zemsty i gniewu, ale ze słowami pozdrowienia i pokoju (por Mt 28,9; Łk 24,36; J 20,19.21.26)[8].

A zatem, jak rozumieć ów gniew Boga? Lubelski teolog odpowiada, iż ma on przede wszystkim chrakter metaforyczny. Biblijny motyw gniewu pojawia się tam, gdzie człowiek, odrzucając miłość Boga i miłość do bliźniego, chce istnieć tylko dla siebie w egoistycznej koncentracji na sobie samym[9]. W tym świetle lepiej można zrozumieć naturę grzechów wołających o pomstę do nieba, do których zalicza się: umyślne zabójstwo, grzech cielesny przeciwny naturze, uciemiężanie ubogich, a mianowicie wdów i sierot oraz zatrzymywanie zapłaty robotnikom[10].

Również Katechizm Kościoła Katolickiego za św. Tomaszem z Akwinu zaznacza, iż choć gniew jest grzechem, to jednak godnym pochwały jest wynagrodzenie w celu skorygowania wady i zachowania dobra sprawiedliwości[11]. W podobny sposób należałoby też odczytywać przesłanie św. Pawła Apostoła: Dlatego odrzuciwszy kłamstwo, niech każdy z was mówi prawdę swemu bliźniemu, bo jesteście nawzajem dla siebie członkami. Gniewajcie się, a nie grzeszcie, niech nad waszym gniewem nie zachodzi słońce. Ani nie dawajcie miejsca diabłu! (Ef 4,25-27).

Podsumowując niniejszą refleksję nad gniewem Boga, należy zaznaczyć, iż podobnie jak w twierdzeniu, że Bóg jest miłością, kryje się tutaj pewne misterium. To, co „łączy” miłość i gniew Boga można by nazwać brakiem logiki, wręcz paradoksem. Jednak miłość i gniew Boga mają charakter pedagogiczny. Czynienie z Boga mszczącego się i zagniewanego tyrana ma tyle wspólnego z chrześcijaństwem, co propagowanie w głoszeniu Ewangelii tanich sformułowań typu: „Pan Jezus cię kocha”, „najważniejsze, żebyśmy się wszyscy miłowali”, „Jezus jest cool”. Taka bezstresowa „Dobra Nowina” staje się jednak trywialna, naiwna i infantylna, a nawet niebezpieczna na wzór bezstresowego wychowania. Dlatego gniew Boga dodaje przepowiadaniu należytej powagi, aby było wiarygodne.

 

Śmierć

 

Temat śmierci częstokroć traktowany jest abstrakcyjnie. Nawet pogrzeby odbywają się przy zamkniętej trumnie albo przy urnie. Jak zauważa niemiecki teolog Gisbert Greshake, kiedyś śmierć była w dużej mierze przeżywana publicznie, w rodzinie, pośród sąsiadów i innych parafian, dzisiaj umiera się w domach opieki i szpitalach, w odgrodzonych salach-umieralniach. (...) Wypieranie śmierci już przed laty doprowadziło w Ameryce do powstania nowej dziedziny wiedzy: mortuary science. Wykorzystując różnorakie poglądy z dziedziny psychologii, socjologii i estetyki oraz manipulując nimi, pragnie ona uchronić rodzinę i przyjaciół zmarłego przed rzeczywistym doświadczeniem śmierci, co przyczynia się jeszcze bardziej do jej wypierania[12]. Krótko mówiąc, we współczesnym człowieku pojawia się potrzeba ubrania śmierci w maskę znośności[13].

Z drugiej strony śmierć staje się także widowiskiem, zwłaszcza w filmach, w których pozytywny bohater jest zmuszony do wyeliminowania ciemnych charakterów zabijających niewinnych ludzi. Ponadto codziennie środki masowego przekazu dostarczają informacji o wojnach, trzęsieniach ziemi, powodziach, terrorystach-samobojcach, katastrofach lotnicznych, morskich czy drogowych. Wręcz można odnieść wrażenie, iż człowiek przyzwyczaił się do śmierci, tak że staje się ona raczej przedmiotem jakiejś gry. Jak pisze Norbert Schneider, zabawiamy się śmiercią. (...) Można wejść w ulewę i pozostać mimo to przyjemnie suchym[14]. Śmierć przestała się zatem jawić jako realna możliwość dla mnie[15].

Takie wypieranie śmierci wytwarza iluzję nieśmiertelności. Jednak w tym kontekście pojawia się pytanie, czy człowiek zdaje sobie sprawę z konsekwencji takiego postępowania? W świetle tego pytania Greshake stara się uzmysłowić współczesnemu człowiekowi, jakim „dobrodziejstwem” jest śmierć: Gdyby w ogóle nie było śmierci, można by było zawsze wszystko rozpocząć od początku. Nic nie podlegałoby prawu jednorazowości i w ten sposób koniecznej odpowiedzialności. (...) Śmierć uzmysławia nam, że mamy ograniczoną ilość czasu do dyspozycji i że dlatego wyznaczamy sobie priorytety i właśnie z tego powodu musimy nadawać swemu życiu wyraźny kształt[16].

A zatem, nawiązując do słów duńskiego filozofa, Sørena Kierkegaarda, iż śmierć jest nauczycielem powagi[17], należałoby w dobie współczesnej na nowo docenić majestat śmierci tak w przepowiadaniu, jak i w liturgii. Jednak nie może to być jedynie jakieś teoretyzowanie, ale wręcz przypominanie „niewygodnej” sentencji, która choć kojarzy się ze średniowieczem, to jednak nie traci na znaczeniu, a mianowicie memento mori – pamiętaj o śmierci. I nie chodzi tu bynajmniej o straszenie śmiercią, ale o to, aby uzmysłowić sobie, iż dla chrześcijanina jest ona czymś jak najbardziej naturalnym w samej egzystencji człowieka. Jak pisze Greshake, prawdziwe przezwyciężenie śmierci nie dokonuje się poprzez eliminację jej z naszego życia (co ostatecznie nie jest przecież w ogóle możliwe), lecz tylko poprzez przekraczającą śmierć nadzieję[18]. A zatem, potężniejsza od śmierci jest nadzieja chrześcijańska, której źródłem jest sam Chrystus Zmartwychwstały.

Ów wątek paschalny w praktyce bardzo jest rozwinięty w teologii i liturgii bizantyjskiej, reprezentowanej przez Kościół prawosławny i Kościół greckokatolicki. W tej tradycji oprócz samego święta Zmartwychwstania Pańskiego, stanowiącego samo centrum roku liturgicznego, doniosłe znaczenie ma także święto Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy (odpowiednik zachodniej uroczystości Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny). Na Wschodzie święto to nazywane jest Małą Wielkanocą i poprzedza je dwutygodniowy post, gdyż Maryja umarła, została wskrzeszona przez Chrystusa i wzięta do nieba. A zatem przechodzi ona tę samą drogę, co jej Syn i tym samym ukazuje wzorcową drogę, ktorą winien podążać każdy chrześcijanin[19].

Użyte w odniesieniu do zakończenia ziemskiej pielgrzymki Maryi słowo „zaśnięcie” (gr. Koimésis; cs. Uspienije), jest potwierdzeniem zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią. Dla chrześcijanina śmierci więcej już nie ma. Dlatego o zmarłych w tradycji bizantyjsko-słowiańskiej mówi się jako o usopszych, czyli tych, którzy zasnęli. Termin ten wprost nawiązuje do Zaśnięcia Przenajświętszej Bogurodzicy. A zatem, ci, którzy odeszli z tego świata, nie umarli, ale zasnęli. W tym miejscu trzeba dodać, iż ta terminologia nie jest obca również liturgii rzymskiej. I tak, w I Modlitwie Eucharystycznej kapłan zanosi prośbę: Pamiętaj, Boże, o swoich sługach i służebnicach N. i N., którzy przed nami odeszli ze znakiem wiary i śpią w pokoju[20]. W II Modlitwie Eucharystycznej czytamy: Pamiętaj także o naszych zmarłych braciach i siostrach, którzy zasnęli z nadzieją zmartwychwstania[21]. Również w II Modlitwie Eucharystycznej o Tajemnicy Pojednania pojawia się podobna prośba: Przyjmij do swojego Królestwa naszych braci i siostry, którzy zasnęli w Chrystusie[22].

Innym pojęciem używanym w tradycji bizantyjsko-słowiańskiej w odniesieniu do zmarłych jest słowo „przestawiony” (cs. prestavlenyj), czyli ten, który został przeniesiony z życia doczesnego do wieczności. Termin ten wprost nawiązuje do Paschy, czyli przejścia. Co więcej, tuż po śmierci, przynajmniej do 40. dnia po zgonie, zmarły określany jest słowem „nowoprzestawiony” (cs. novoprestavlenyj). Sam pogrzeb w tradycji wschodniej wyróżnia fakt, iż trumna aż do momentu składania ciała do grobu pozostaje otwarta i stąd uczestnicy podczas nabożeństwa cały czas konfrontują się z misterium śmierci.

Do tego również dochodzi treść tekstów liturgicznych, zwłaszcza obrzędu zwanego ostatnim pocałunkiem (odpowiednik zachodniego ostatniego pożegnania), kiedy najbliżsi podchodzą do ciała zmarłego przed zamknięciem trumny i z nim się żegnają. W tym czasie w usta zmarłego śpiewacy wkładają między innymi następujące słowa: Widząc mnie, jak leżę milczący i bez oddechu, zapłaczcie po mnie, bracia i przyjaciele, krewni i znajomi. Bo wczoraj rozmawiałem z wami i niespodziewanie przyszła na mnie straszliwa godzina śmierci. Przyjdźcież wszyscy, którzy mnie miłujecie i całujcie mnie ostatnim pocałunkiem. Bo więcej z wami nie będę chodzić ani rozmawiać; bo do Sędziego odchodzę, gdzie nie ma wsparcia, bo sługa i władca razem tam stoją; król i żołnierz, bogaty i ubogi w równej godności. Bo każdy za swoje uczynki będzie wsławiony albo zawstydzony. Proszę więc wszystkich i błagam: módlcie się nieustannie za mnie do Chrystusa Boga, abym za grzechy moje nie został zaprowadzony na miejsce mąk, ale bym zamieszkał tam, gdzie jest światło życia[23].

A zatem, praktyki związane z pogrzebem i modlitwami za zmarłych zachowane po dziś dzień we wschodnim chrześcijaństwie mogą pomóc na nowo odkryć Zachodowi powagę majestatu śmierci, który choć wzbudza trwogę, to jednak wiedzie do zmartwychwstania i nadziei na życie wieczne.

 

Czyściec i piekło

 

O ile niebo wydaje się być modnym tematem, bo miłym i niestresującym, o tyle czyściec, a tym bardziej piekło traktowane są obecnie niejednokrotnie z przymrużeniem oka, jak jakiś „chrześcijański folklor”. Na taki stan rzeczy z pewnością miała wpływ sama teologia poprzednich epok, która lubiła odwoływać się do prywatnych objawień. W nich wizjonerzy opisują w szczegółach straszliwe męki czyśćcowe i piekielne, czemu towarzyszy brak jakiejkolwiek nadziei i swego rodzaju obojętność Boga, który do śmierci człowieka jawi się jeszcze jako miłosierny, a po śmierci już tylko jako sprawiedliwy.

I stąd w teologii zdarzało się, iż rozpatrywano, jaka jest temperatura i ciśnienie w piekle, jak wysokie są płomienie ognia trawiące dusze. Greshake dodaje w tym kontekście, iż nadal wielu teologów reprezentuje tezę, że ogień piekielny nie jest symboliczny, że należy go rozumieć absolutnie realnie jak ożywienie ziemskich kości podczas powszechnego zmartwychwstania umarłych[24]. Stąd tego typu naukę o rzeczach ostatecznych Yves Congar OP nazwał fizyką rzeczy ostatecznych[25].

Reakcją na straszenie piekłem czy mękami czyśćcowymi stało się z jednej strony wypieranie tych rzeczywistości, podobnie jak tematyki związanej ze śmiercią, o czym pisaliśmy już wyżej. Po co bowiem stresować słuchacza takimi nieprzyjemnymi zagadnieniami? Z drugiej strony pojawiła się moda na trywializowanie piekła czy czyśćca. W praktyce sprowadza się ona do głoszenia swego rodzaju amnestii powszechnej, na mocy której mający być potępieni bez jakichś większych zobowiązań czy odpowiedzialności za swe złe czyny idą jednak do nieba. To tak jakby Pan Bóg nas tylko tak sobie postraszył piekłem, ale po śmierci powie nam: „Ależ ja tylko tak żartowałem, żeby was trochę postraszyć”. Piekło i czyściec sprowadzają się w tej koncepcji właściwie do roli straszaka i symbolu. W konsekwencji takiego rozumowania pojawia się jednak pytanie: to do czego potrzebny jest mi Bóg i śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa, i w ogóle religia, skoro i tak pójdę o nieba?

Innym wyjściem z sytuacji stało się głoszenie nauki o unicestwieniu (anihilacji) albo samounicestwieniu się tych, którzy zasługiwaliby na piekło. I tak, w dokumencie Synodu Kościoła anglikańskiego w Anglii z 1996 roku zatytułowanym Misterium zbawienia. Historia Bożego daru czytamy, iż unicestwienie mogłoby być prawdziwszym obrazem potępienia niż jakiekolwiek inne spośród tradycyjnych przedstawień piekła wiecznej męki[26]. Również niektórzy teologowie katoliccy skłaniają się ku tej teorii (np. Christian Duquoc OP czy Edward Schillebeeckx OP). Utrzymują oni, że Bóg nie ucieka się do odpłaty czy przemocy, ale wydaje grzeszników nicości. Jednak teoria ta zakładałaby, iż w człowieku podlegającym unicestwieniu nie ma ani krzty dobra, a Bóg jawiłby się wtedy raczej nie jako Stworzyciel, ale Niszczyciel[27].

Natomiast wśród tych, którzy mimo wszystko przypominają o piekle i karze za grzechy, panuje swego rodzaju moda absolutyzacji wolnej woli człowieka. Niemały wpływ na to ma sama oficjalna nauka Kościoła katolickiego. W bardzo wyraźny sposób akcent ten został położony w Katechizmie Kościoła Katolickiego dla Młodych, gdzie na pytanie skoro Bóg jest miłością, jak może istnieć piekło?, pada odpowiedź: Bóg tęskni za tym, by być razem nawet z ostatnim grzesznikiem. Chce, żeby wszyscy się nawrócili i zostali zbawieni. Jednak Bóg stworzył człowieka wolnym i respektuje jego decyzje. Nawet Bóg nie może wymusić miłości. Jako kochający jest „bezsilny”, kiedy ktoś zamiast nieba wybiera piekło[28]. Tekst ten wprost nawiązuje do książki Jana Pawła II, Przekroczyć próg nadziei, gdzie czytamy, iż owszem, można powiedzić, że Bóg jest „bezradny” wobec ludzkiej wolności. Rzec można, iż Bóg płaci za ten dar, jakim obdarzył tę istotę, którą stworzył „na swój obraz i podobieństwo” (por. Rdz 1,26). Pozostaje wobec tego daru konsekwentny[29].

Jeśli jednak absolutyzuje się wolną wolę człowieka, to można dojść do niebezpiecznych wniosków. Po pierwsze, jeśli Bóg jest aż tak bezsilny wobec wolnej woli człowieka, to tym samym podważa to Jego wszechmocność. Św. Teresa Benedykta od Krzyża OCD (Edyta Stein), wybitna filozofka, podejmując tę kwestię, twierdziła, iż nieskończona miłość Boga respektuje wolność stworzenia, ale jednocześnia przemienia je od wewnątrz. Dlatego w jej przekonaniu mówiąc nieco językiem kolokwialnym, Bóg potrafi „przechytrzyć” i przekonać człowieka, tak że dobrowolne trwanie w oporze względem Boga na zawsze jest „nieskończenie nieprawdopodobne”[30]. Również Hryniewicz apeluje: Nie czyńmy z daru wolności idola, przed którym sam Stwórca byłby całkowicie bezradny! Chora wolność jest milczącm przyzywaniem Uzdrowiciela[31].

Po drugie, jeśli tylko i wyłącznie od woli człowieka zależy potępienie, to należałoby wtedy założyć preegzystencję dusz. Innymi słowy, to dusza przed poczęciem sama wybierałaby sobie, gdzie i kiedy chce się pojawić na świecie: w pobożnej rodzinie chrześcijńsiej czy w środowisku patologicznym; w rodzinie bogatej czy biednej itd.. Jeśli zaś zgodnie z nauczaniem Kościoła katolickiego odrzucamy preegzystencję dusz, to i nie można w sposób absolutny uzależniać od wolnej woli człowieka jego potępienia. Od samego bowiem poczęcia człowiek na wiele rzeczy nie ma wpływu. Wyrastając w konkretnym środowisku, człowiek tworzy swój światopogląd i forumje swoje sumienie, które może przecież zostać skrzywione. A zatem, trudno utrzymywać, żewyłącznie wolna wola człoweka decyduje o potępieniu.

Po trzecie, im bardziej absolutyzuje się wolną wolę człowieka, tym bardziej podważa się prawdę wiary o tym, że to Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za zło karze. A nieraz można usłyszeć we współczesnym nauczaniu, że to człowiek sam siebie skazuje na piekło. Jednak prawda o Bogu-Sędzi przypomina, iż żaden człowiek nie może być sędzią we własnej sprawie. Ponadto wydaje się, iż prawda wiary o Bogu jako Sędzi sprawiedliwym stała się „niemodna”. Być może wpływ na to miały hitlerowskie obozy koncentracyjne i stalinowskie łagry, gdy w kontekście ich istnienia pytano: a gdzie w tym wszystkim jest Bóg? Aby zatem „zwolnić” Boga z odpowiedzialności za te zbrodnie, łatwiej było wszystko „zwalić” na wolną wolę człowieka, a o Bogu orzekać, że jest miłością. Dlatego też na nowo trzeba przypominać, że to Bóg jest Sędzią, a Jego sąd jest sprawiedliwy. Bóg nie potrzebuje adwokatów, którzy mieliby Go usprawiedliwiać przed światem za wyroki skazujące na karę czyśćcową czy piekielną.

Ponadto wydaje się, iż inną pułapką, w którą wpadła współczesna teologia, jest świeckie rozumienie wolności jako wyboru między dobrem i złem. A przecież ów wybór powinien być raczej nazwany wolną wolą człowieka. Natomiast wolność w sensie chrześcijańskim to wybór raz na zawsze dobra i trwanie w nim, o czym przypominają słowa św. Pawła: Ku wolności wyswobodził nas Chrystus. A zatem trwajcie w niej i nie poddawajcie się na nowo pod jarzmo niewoli! (Ga 5,1). W świetle tych słów wybór zła jest zniewoleniem. Dlatego sama wolność chrześcijańska może być rozumiana jako wybór, ale tylko między dobrym i lepszym.

Natomiast czyściec nie powinien być rozumiany jako rodzaj „piekiełka”, „piekła na czas ograniczony”, wraz z towrzyszącymi temu okropnymi wyobrażeniami „biednych” duszyczek, bólu i mąk. Czyściec to nie takie pół-piekło, lecz moment spotkania z Bogiem, spotkania człowieka niegotowego, niedojrzałego w miłości, a nawet może nienawidzącego z miłości, ze świętym, nieskończenie wzniosłym Bogiem[32]. W tym kontekście pojawia się pytanie, jak długo należy modlić się za zmarłych? Konkretnej odpowiedzi na to pytanie nie ma, ale skoro czyściec jest stanem oczyszczenia przed wejściem do nieba, to w pewnym nieznanym nam momencie „modlitwa za” staje się „modlitwą do”. Stąd Greshake stwierdza, iż zamiast za zmarłych należałoby się lepiej modlić do zmarłych[33]. O tej „płynnej” granicy między Kościołem tryumfującym i pokutującym przypomina zwłaszcza treść I Modlitwy Eucharystycznej o Tajemnicy Pojednania: Wspieraj nas we wspólnym budowaniu Twojego Królestwa aż do dnia, w którym przyjdziemy do Ciebie w Twoim domu, święci pośród Świętych, z Najświętszą Dziewicą Maryją, z Apostołami (ze świętym N.) i naszymi zmarłymi braćmi i siostrami, których polecamy Twojemu miłosierdziu[34].

 

* * *

 

Z pewnością podobnych niemodnych i przemilczanych tematów w nauczaniu i praktyce Kościoła katolickiego można by znaleźć więcej. Można by też wyliczyć inne jeszcze przyczyny pomijania czy trywializowania tychże kwestii. Natomiast już to przybliżenie zagadnień dotyczących gniewu Boga, śmierci oraz czyśćca i piekła w niniejszym artykule pokazuje, iż nasze głoszenie Ewangelii i sprawowanie liturgii nie powinno stronić od tego typu „niewygodnych” kwestii. Chrześcijaństwo nie ma stać się religią wygodnisiów, a raczej tych, którzy, jak Chrystus, chcą być dla tego świata znakiem sprzeciwu.

 

Marek Blaza SJ, dr teologii, adiunkt Katedry Systematycznej i Ekumenicznej na Papieskim Wydziale Teologicznym Collegium Bobolanum w Warszawie, wykładowca na Ukraińskim Uniwersytecie Katolickim we Lwowie i na Studium Europy Wschodniej UW. Członek Komisji Bizantynologicznej Komitetu Nauk o Kulturze Antyku PAN. Autor wielu książek i artykułów z dziedziny teologii i liturgii. Mieszka w Warszawie.



[1] Por. W.Hryniewicz OMI, Teraz trwa nadzieja. U podstaw chrześcijańskiego uniwersalizmu, Warszawa 2006, s.132-133.

[2] Cyt. za B.Sesboüé, Jésus-Christ l’unique Médiateur, Paris 1988, s.77.

[3] W.Hryniewicz, Teraz trwa nadzieja, s.134.

[4] Tamże.

[5] R.Miggelbrink, Gniew Boży. Znaczenie pewnej gorszącej tradycji biblijnej, przeł. A.Wałęcki, Kraków 2005, s.153.

[6] Tamże, s.60-61.

[7] W.Hyniewicz, Teraz trwa nadzieja, s.144; por. R.Girard, La violence et le sacré, Paris 1972.

[8] Por. W.Hryniewicz, Teraz trwa nadzieja, s.145-146.

[9] Tamże, s.147.

[10] Zob. Wykład nauki chrześcijańskiej ułożony z rozkazu Klemensa VIII papieża przez kardynała Roberta Bellarmina, Rozdział XXI, O grzechach wołających o pomstę do nieba, http://www.ultramontes.pl/Katechizm_Bellarmina_XXI.htm (30.08.2011).

[11] Katechizm Kościoła Katolickiego, Poznań 2000, nr 2302; św. Tomasz z Akwinu, Summa theologiae, II-II, 158, 1, ad 3.

[12] G.Greshake, Życie silniejsze niż śmierć. O nadziei chrześcijańskiej, przeł. J.Kubaszczyk, Poznań 2010, s.59-60.

[13] Tamże, s.60.

[14] Cyt. za: tamże, s.61.

[15] Por. Tamże.

[16] Tamże, s.63-64.

[17] Cyt. za: tamże, s.63.

[18] Tamże, s.64.

[19] Por. E.Przybył, Prawosławie, Kraków 2006, s.183-184.

[20] Obrzędy Mszy świętej według Mszału rzymskiego Pallotinum 1986, Warszawa 1986, s.43.

[21] Tamże, s.51.

[22] Tamże, s.79.

[23] Čyn pochoronu w: Pryjdite pokłonyimsja, Lviv 2008, s.515.

[24] G.Greshake, dz. cyt., s.16-17.

[25] Tamże, s.17.

[26] J.Majewski (red.), Puste piekło? Spór wokół ks. Wacława Hryniewicza nadziei zbawienia dla wszystkich, Warszawa 2000, s.199.

[27] Por. W.Hryniewicz, Dramat nadziei zbawienia. Medytacje eschatologiczne, Warszawa 1996, s.58-61.

[28] Youcat polski. Katechizm Kościoła Katolickiego dla Młodych, Częstochowa 2011, nr 162, s.97-98.

[29] Jan Paweł II, Przekroczyć próg nadziei, Lublin 1994, s.65; zob. W.Hyniewicz, Dramat nadziei zbawienia, s.66.

[30] W.Hryniewicz, Dramat nadziei zbawienia, s.67; zob. E.Stein, Welt und Prson. Beitrag zum christlichen Wahrheitsleben, Fiburg 1962, s.153-159.

[31] W.Hryniewicz, Nadzieja leczy. Zamyślenia na każdą porę, Warszawa 2009, s.205.

[32] G.Greshake, dz. cyt. 127.

[33] Tamże, s.130.

[34] Obrzędy Mszy świętej według Mszału rzymskiego Pallotinum 1986, s.75.


Data utworzenia: 2016.02.09 • 16:39
Ostatnie zmiany: 2016.02.09 • 16:40
Kategoria : O Bogu i łasce
Strona czytana 418 razy


podglšd wydruku podglšd wydruku     Wersja do druku Wersja do druku


react.gifKomentarze


Nikt jeszcze nie komentował tego artykułu.
Bądź pierwszy!



Artykuły
O Bogu i łasce O Kościele O sakramentach Rok liturgiczny O liturgii w ogólności Eschatologia Historia O szatanie Teksty liturgiczne O autorze strony

Konferencje na temat sakramentów Łódź 2013
Konferencje o sakramentach (Łódź luty-maj 2013):

Sakrament pokuty (28 luty 2013):
http://dobremedia.org/index.php/na-zywo/studio-lodz/konferencje/video/pokuta

Sakramenty w służbie komunii - sakrament święceń i małżeństwo (12 marca 2013):
http://dobremedia.org/index.php/na-zywo/studio-lodz/konferencje/video/sakrament-wice-i-maestwa

Eucharystia (8 maja 2013):
http://www.dobremedia.org/index.php/na-zywo/studio-lodz/konferencje/video/eucharystia

Szukaj





Newsletter
By otrzymywać wieści na email zapisz się na newsletter.
Zapisz
Wypisz
825 Zapisani

^ Góra ^

  Site powered by GuppY v4.5.19 Š 2004-2011 - CeCILL Free License